Czy Europie grozi upadek – czyli o „Uległości” Houellebecq’a

0

Kwestie związane z religią nieodmienne wzbudzają ogromne emocje – zwłaszcza, gdy odnoszą się do islamu. W dzisiejszych czasach nabiera to zaś szczególnego znaczenia – tyle się mówi chociażby o groźbie islamizacji Europy. Można więc raczej się spodziewać, że książka dedykowana tego typu zagadnieniom nie przeminie bez echa – i nie inaczej stało się w przypadku najnowszej powieści Michel Houellebecq’a zatytułowanej „Uległość”.

Dlaczego sięgnęłam po książkę Michela Houellebecq’a „Uległość”?

Twórczość Houellebecq’a jest mi znana już od dawna i bardzo przeze mnie ceniona. Zawsze więc z wielką niecierpliwością wyglądam jego nowych powieści i z przyjemnością po nie sięgam. „Uległość” ukazała się na rynku dokładnie w dniu zamachu na redakcję Charlie Hebdo w Paryżu, co przyczyniło się do wzmożonego zainteresowania nią – w zamachu zginął m. in. Bernard Maris, przyjaciel pisarza. Pozycja ta błyskawicznie wręcz wskoczyła na pierwsze miejsce list francuskich bestsellerów, a warto w tym momencie dodać, iż sporo kontrowersji wzbudzała jeszcze przed premierą – mocno krytykowano ją za podsycanie islamofobicznej atmosfery. Czy warto ją przeczytać? Zdecydowanie tak, chociaż doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy mają już po prostu dosyć tematów odnoszących się do islamu i w ogóle religii. Niemniej uważam, że to, co robi Houellebecq, jest bezwzględnie godne uwagi.

Kim jest autor książki Michel Houellebecq?

Michel Houellebecq to urodzony w 1956 r. francuski prozaik, eseista i poeta o bardzo bogatym dorobku literackim. Na szerokie wody wypłynął za sprawą powieści „Cząstki elementarne” wydanej w 1998 r., a poruszającej temat turystyki seksualnej do Tajlandii. Wokół tej książki było sporo zamieszania – głównie z uwagi na wywiad, o którym przypomniano na okoliczność jej premiery. Autor nazwał w nim islam najgłupszą religią świata, co oburzyło jej wyznawców i skończyło się nawet wytoczeniem mu procesu, który zresztą wygrał. Jego dzieła takie jak „Cząstki elementarne” oraz „Możliwości wyspy” doczekały się adaptacji na potrzeby produkcji filmowych. Houellebecq cieszy się obecnie mianem najbardziej rozpoznawalnego pisarza francuskiego. Przez wiele lat mieszkał on poza granicami Francji, ale w 2012 r. powrócił do ojczyzny.

O fabule książki „Uległość” słów kilka

„Uległość” została przez wielu krytyków sklasyfikowana jako political fiction, z czym ja osobiście w zupełności się zgadzam. Akcja powieści rozgrywa się we Francji w 2022 r., a więc w nie tak znowu odległej przyszłości. Prezydentem kraju zostaje muzułmanin, członek Bractwa Muzułmańskiego Mohammed Ben Abbes, za sprawą którego Francja zamienia się w państwo wyznaniowe. Nie jest to jednakże wątek wiodący. Głównym bohaterem książki jest Francois, czterdziestokilkuletni wykładowca Sorbony specjalizujący się w twórczości Jorisa-Karla Huysmansa. W obliczu nowych wydarzeń Sorbona staje się własnością saudyjskich bogaczy, zaś Francois ma do wyboru dwie opcje: albo stanie się wyznawcą islamu, albo odjedzie na wcześniejszą emeryturę.

Nie jest to zresztą jedyna życiowa rozterka, z jaką boryka się bohater. Na tle zupełnie nowej sytuacji politycznej czuje się on zagubiony i zastanawia się nad swoją tożsamością. Początkowo pomysł przejścia na islam wydaje mu się całkowicie niedorzeczny, ale stopniowo zaczyna się do niego przekonywać, widząc jakie korzyści przyniosło to jego kolegom po fachu, którzy zdecydowali się na ten krok.

„Uległość” nie jest kryminałem ani powieścią akcji, dlatego też nie ma tutaj charakterystycznej dla tego typu książek fabuły. Autor skupia się na jednostce i na jej wewnętrznych przeżyciach.

Moja opinia na temat książki „Uległość” Michela Houellebecq’a

„Uległość” jest w mojej opinii jedną z najbardziej interesujących powieści Houellebecq’a. Nie brakuje w niej rozmaitych wątków, dzięki czemu na ukazane w niej wydarzenia czytelnik może spojrzeć z różnych perspektyw, co jest bardzo ciekawym zabiegiem. Ponadto wielkim plusem książki jest to, że autor pokazuje w niej słabości ludzi Zachodu – przyzwyczajeni do pewnego komfortu wynikającego ze wcześniejszego porządku politycznego panującego w Europie, mają problem z samodzielnym podejmowaniem ważnych dla nich decyzji. Jednostka staje zatem w obliczu wielu dylematów, z którymi musi się uporać.

Houellebecq pisze w dość specyficzny sposób. W jego języku nie ma ani kompromisów, ani nadmiernej dosadności. Z jednej strony ukazuje dobro i piękno, ale po drugiej stronie barykady stawia zło, brzydotę i cynizm. Nie koloryzuje rzeczywistości w nadmierny sposób i być może z tego właśnie powodu czytelnik doznaje swego rodzaju wstrząsu. Odpowiedzi na odwieczne pytanie „dlaczego?” musi udzielić sobie sam, gdyż autor go w tym nie wyręcza.

Czy warto kupić książkę „Uległość”?

Twórczość Houellebecq’a należy traktować w kategoriach wyzwania. Ja przynajmniej tak do niej podchodzę. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się wcale skomplikowana, jednakże gdy zaczynamy się w nią zagłębiać, nagle uświadamiamy sobie, iż jej zrozumienie wymaga od nas sporego zaangażowania oraz cierpliwości. Nie inaczej jest w przypadku „Uległości” – wydaje mi się, że aby w pełni docenić tę powieść, trzeba w pierwszej kolejności zrozumieć siebie samego. I dlatego właśnie lektura ta jest tak fascynująca.

Recepta na szczęście – czyli „Jesteś cudem” Reginy Brett

0

Każdy człowiek chce być szczęśliwy i przeżyć dany mu czas w taki sposób, by u schyłku podróży móc z dumą spojrzeć w lustro. Na co dzień często zapominamy o tym, co naprawdę ważne i skupiamy się na rzeczach, które na dłuższą metę nie mają większego znaczenia.

Dlaczego sięgnęłam po książkę Reginy Brett „Jesteś cudem”?

Przyznam szczerze, iż nie należę do wielbicielek felietonów. Średnio też przepadam za tzw. literaturą motywacyjną, jeśli można to określić takim mianem. Obecnie jest ona jak wiadomo bardzo modna, a gdy coś jest modne, automatycznie wzbudza mój dystans. Co zatem spowodowało, że sięgnęłam po „Jesteś cudem” Reginy Brett? Przede wszystkim ciekawość i może jeszcze chęć usystematyzowania sobie pewnych myśli. Poza tym znam inną książkę tej autorki, a mianowicie „Bóg nigdy nie mruga” – jej lektura skłoniła mnie do wielu refleksji, w związku z czym pomyślałam sobie, a dlaczego tym razem miałoby być inaczej?

Kim jest autorka książki Regina Brett?

Regina Brett to urodzona w 1956 r. amerykańska dziennikarka i pisarka. Pisarstwem zajmuje się zawodowo od 1985 r. Dwukrotnie – w roku 2008 i 2009 – była nominowana do prestiżowej nagrody Pulitzera. Za swoje felietony otrzymała wiele wyróżnień. Brett skupia się w swej twórczości na problemach dnia codziennego – sama została dość mocno doświadczona przez życie. Przez 18 lat funkcjonowała jako samotna matka. W wielu lat 40 spotkała miłość, zaś rok później został u niej zdiagnozowany rak piersi. Nic więc zatem dziwnego, że felietony jej autorstwa nie tylko bawią czytelników, ale również wzruszają. Prawa do ich wydania sprzedano do kilkunastu krajów, w tym także do Polski. Obecnie oprócz pisania autorka wykłada też gościnnie na takich uczelniach jak m. in. Ursuline College, John Carroll University, Cleveland State University oraz Case Western Reserve University.

O fabule książki „Jesteś cudem” słów kilka

Fabuły „Jesteś cudem” nie da się streścić tak jak w przypadku powieści kryminalnej czy obyczajowej. Jest to po prostu zbiór 50 felietonów niosących głębokie przesłanie. Autorka pisze o tym, co każdemu z nas jest bliskie – czyli najzwyczajniej w świecie o życiu pełnym wzlotów i upadków. Książka ma pomóc czytelnikowi w zrozumieniu wielu spraw i spojrzeniu na nie pod nieco innym kątem, może bardziej z dystansem. Wszystkich tych porad Brett nie wyssała z palca – to rezultat jej osobistych doświadczeń i przemyśleń. Chce się podzielić z nami pewną niezwykle ważną rzeczą, a mianowicie taką, by pracować nad stworzeniem swojej własnej recepty na szczęście. By każdego dnia robić coś, co przybliża nas do osiągnięcia tego. By umieć się odnaleźć w każdej sytuacji. Niby to takie proste, ale jednak w praktyce nie zawsze oczywiste.

Poszczególne felietony autorka potraktowała na zasadzie lekcji wyznaczających kierunki zmian. Jak się okazuje, wcale nie trzeba podejmować działań zakrojonych na bardzo szeroką skalę – szczęście jest zwykle bliżej niż się nam wydaje. Nie od parady mówi się, że najciemniej jest pod latarnią. Zwykle szukamy nie tam, gdzie należy. Tymczasem powinniśmy sobie uzmysłowić, że szczęście jest stanem umysłu – to postawa, której się można nauczyć. Oznacza ona pogodzenie się z życiem, ale wcale nie jest jednoznaczna z rezygnacją. Wszystko w tym momencie zależy od nastawienia – zamiast na „nie” wystarczy być na „tak”. Oto klucz do sukcesu.

Moja opinia na temat książki „Jesteś cudem” Reginy Brett

Nie lubię, gdy ktoś mi mówi, jak mam żyć – zresztą, chyba nikt tego nie lubi. Dlatego też do czytania „Jesteś cudem” przystępowałam uzbrojona w sceptyzm, który stopniowo topniał wraz z kolejnymi stronami. Książkę czyta się naprawdę błyskawicznie – nawet się nie zorientowałam, że dotarłam do końca. Trudno się od niej oderwać, ponieważ Regina Brett pisze przystępnym i zrozumiałym językiem, w którym nie brakuje różnych emocji. Poza tym z jej słowami każdy z nas może się zidentyfikować, a co najważniejsze – skłaniają one do refleksji i zastanowienia się nad własnym życiem. Nie bez powodu na rozmaitych stronach poprzyklejałam kolorowe fiszki, by móc wrócić w dowolnym momencie do tego, co najbardziej utkwiło mi w pamięci.

Ale uwaga – „Jesteś cudem” nie jest gotową, podaną na pięknej tacy receptą na sukces. Szczęście jest czymś szalenie indywidualnym i nie dla wszystkich oznacza to samo. Książkę należy potraktować raczej jako źródło inspiracji oraz zbiór interesujących porad, które nie są żadnymi prawdami objawionymi. Wielu ludzi czeka na to, aż w ich życiu wydarzy się cud – ale nie dopuszczają do siebie myśli, że sami są cudem, z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Czy warto kupić książkę „Jesteś cudem”?

„Jesteś cudem” Reginy Brett to doskonały pomysł na prezent – zarówno dla kogoś, jak i dla samego siebie. Książka dodaje otuchy w trudnych chwilach, ale też wcale nie koloryzuje rzeczywistości – bo przecież życie, które znamy, nie ma niczego wspólnego z jego wizją prezentowaną w telewizji czy w kolorowych magazynach. Czasami w pędzie dnia codziennego nie dostrzegamy pewnych rzeczy – omawiana przeze mnie lektura skłania zaś do tego, by się zatrzymać, zwolnić, spróbować zobaczyć świat w intensywnych kolorach, a nie tylko w odcieniach czerni. Musimy pamiętać, że życie dane jest nam tylko jedno – czasu nie da się cofnąć, ale to wyłącznie od nas zależy czy będziemy szczęśliwi.

Skazuję cię na śmierć za zdradę ojczyzny – o „Ptakach drapieżnych”

0

Historia Polski obfituje w mnóstwo tragicznych wydarzeń. II wojna światowa rzuciła na nasze dzieje ponury cień. Nie wolno nam tego zapomnieć, a prawdę o tym, co wtedy miało miejsce, trzeba przekazywać z pokolenia na pokolenie. Służą temu m. in. rozmaite publikacje – takie jak chociażby „Ptaki drapieżne”. To obowiązkowa lektura nie tylko dla miłośników historii.

Dlaczego sięgnęłam po książkę Marata, Wójcika i Wiśniewskiego „Ptaki drapieżne”?

Historia II wojny światowej jest czymś, co fascynuje mnie odkąd pamiętam. Wiąże się z tym mnóstwo rozmaitych tematów – do tych najbardziej interesujących zaliczam zdecydowanie dzieje Armii Krajowej. Nie potrzebowałam zatem żadnej dodatkowej zachęty, by sięgnąć po „Ptaki drapieżne” – gdy tylko dowiedziałam się o tej książce, wiedziałam, iż muszę ją przeczytać. Zwłaszcza, że dotyka ona tematu po dziś dzień wzbudzającego mnóstwo kontrowersji, a mianowicie oddziałów likwidatorów w szeregach AK.

Kim są autorzy książki Marat, Wójcik i Wiśniewski?

Emil Marat to urodzony w 1971 r. pisarz i dziennikarz. Ukończył Wydział Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, na tej uczelni studiował również dziennikarstwo. Jest właścicielem firmy PR Particules. Na rynku literackim zadebiutował w 2013 r. powieścią „Szkło”. Jego twórczość była parokrotnie wyróżniania, m. in. Ostrym Piórem. Ma na swoim koncie liczne publikacje w wielu znanych magazynach takich jak np. Press, Harper’s Bazaar czy Voyage.

Michał Wójcik to pisarz, historyk i publicysta, rocznik 1969. Był m. in. redaktorem naczelnym magazynów Focus oraz Focus Historia, a także współtwórcą takich programów historycznych jak „Błyskawiczny Program Historyczny” w TVN Warszawa oraz „Było/nie było” w Discovery Historia. Za książkę o Stanisławie Likierniku zatytułowaną „Made in Poland”, którą napisał wspólnie z Emilem Maratem, otrzymał Nagrodę Historyczną Tygodnika Polityka 2015.

Lucjan Wiśniewski, pseudonim „Sęp”, to współautor o jednocześnie główny bohater książki „Ptaki drapieżne”. Urodził się w 1925 r. i jest obecnie jednym z ostatnich żyjących likwidatorów z Armii Krajowej. W czasie II wojny światowej był żołnierzem „Wapiennika”, oddziału specjalnego 993/W kontrwywiadu AK, który zajmował się wykonywaniem wyroków śmierci wydanych przez Państwo Podziemne.

O fabule książki „Ptaki drapieżne” słów kilka

Pełny tytuł „Ptaków drapieżnych” brzmi: „Ptaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK”. Wyraźnie on zatem wskazuje, co dokładnie stanowi przedmiot tej niezwykłej książki. Ma ona formę wywiadu-rzeki, w związku z czym nie da się w tym przypadku tak po prostu streścić fabuły. Lucjan Wiśniewski, który jest bohaterem tej książki, to prawdziwa legenda. Mówi nie tylko o czasach wojny i działalności na rzecz Polski Podziemnej, ale również o czasach powojennych. Nie sposób ukryć, iż to, co przytrafiło się „Sępowi”, z powodzeniem posłużyłoby jako bogaty materiał na film czy telewizyjny serial.

Marat i Wójcik zadają mu różne pytania, w tym bardzo trudne, dotyczące m. in. wykonywania wyroków. Wszystko to układa się w niezwykle barwną opowieść – chwilami wstrząsającą, momentami zabawną, a czasami i gorzką. Jednakże jest ona od samego początku do końca szczera. Zdecydowanie nie ma w niej lukru, którym często się przyprawia historię, jakiej dziś uczy się w szkołach.

Moja opinia na temat książki „Ptaki drapieżne” Marata, Wójcika i Wiśniewskiego

„Ptaki drapieżne” to bez wątpienia jedna z najciekawszych pozycji na polskim rynku, jeśli chodzi o literaturę faktu. To cenny dokument – i ubolewać jedynie należy nad tym, że nie ma ich na tyle dużo, by pozwoliły uporządkować wiedzę na temat polskiej działalności podczas II wojny światowej. Musimy mieć świadomość tego, że o wielu rzeczach już się nie dowiemy, ponieważ naocznych świadków i uczestników tamtych zdarzeń jest coraz mniej. Można też w tym momencie zaryzykować i zadać pytanie o to, ile spraw zostało zamiecionych pod przysłowiowy dywan? Czy w ogóle będzie nam jeszcze dane poznać całą prawdę? Refleksja nasuwa się sama – tych, co jeszcze żyją, trzeba pytać.

„Ptaki drapieżne” to książka, która nie pokazuje koloryzowanej rzeczywistości. Momentami wali między czoło rozbrajającą dosadnością. Jednocześnie została napisana stosunkowo prostym językiem, dzięki czemu nie jest skomplikowana w odbiorze. Poruszonych w niej zostaje wiele tematów, które można z powodzeniem opatrzyć etykietą „ciężki kaliber”. Ujmuje otwartością i autentycznością, a dodatkowym jej atutem jest aneks z niepublikowanymi materiałami takimi jak np. fragmenty wspomnień Horodeckiej oraz Stefana Matuszczyka.

Czy warto kupić książkę „Ptaki drapieżne”?

„Ptaki drapieżne” to bardzo wartościowa lektura – nie tylko z historycznego punktu widzenia. Nie można tu zapomnieć o niezwykle ważnym wymiarze – ludzkim. Wykonaniu każdego rozkazu nieodmiennie towarzysko szereg emocji, włącznie ze strachem i niepewnością. Na uwagę zasługują opisy relacji, jakie nawiązywały się pomiędzy członkami oddziału.

Dla mnie, jako dla osoby urodzonej w czasach współczesnych, wiele lat po wojnie, wydarzenia te są odległe – ale mogę dowiedzieć się o nich czegoś więcej za sprawą takich publikacji jak właśnie „Ptaki drapieżne”. Serdecznie polecam ją każdemu Polakowi – pamięć o bohaterach tamtych dni jest tym, co powinniśmy w sobie pielęgnować.

Niebezpieczne związki według Wojciecha Sumlińskiego

0

Czy znacie serial „House of Cards”? Jestem pewna, że podobnie jak i ja, zastanawialiście się nad tym, ile wspólnego z rzeczywistością mogą mieć zaprezentowane w nim wydarzenia. Polityka nieodmiennie wzbudza mnóstwo emocji i kontrowersji, a przecież i na naszym rodzimym podwórku sporo się w tych kwestiach dzieje. Po lekturze takich książki „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” mnóstwo myśli kłębi się w głowie. Czy właśnie tak to wszystko wygląda?

Dlaczego sięgnęłam po książkę Wojciecha Sumlińskiego „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”?

Sprawy związane z polityką interesują każdego z nas – w mniejszym lub większym stopniu, ale jednak. Nie da się obok nich przejść obojętnie, ponieważ stanowią ważną część rzeczywistości, w której żyjemy. Kim naprawdę są ludzie dzierżący stery władzy? Czy ze spokojem mogą powiedzieć o sobie, że mają czyste sumienie? Czy mają powiązania z przestępczym światkiem? O czym nie mówi się głośno? Do jakiego stopnia dane jest nam, przeciętnym Kowalskim, poznawać prawdę? Wydaje mi się, że od czasu do czasu wszyscy się nad tym zastanawiamy i chcielibyśmy uzyskać odpowiedzi na liczne pytania. To jak dla mnie dostateczny powód, by sięgnąć po „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” Wojciecha Sumlińskiego. Gdy po raz pierwszy usłyszałam o tej książce, od razu widziałam, że muszę ją przeczytać – zwłaszcza, że wokół osoby autora było swego czasu sporo zamieszania.

Kim jest autor książki Wojciech Sumliński?

Wojciech Sumliński to polski psycholog, publicysta oraz dziennikarz urodzony w 1969 r. Ukończył wydział psychologii Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Laureat wielu dziennikarskich nagród i wyróżnień – nominowany m. in. do prestiżowej nagrody Press. Specjalizuje się w dziennikarstwie śledczym. Bardzo głośno było o nim w 2008 r., kiedy został aresztowany – postawiono mu wówczas zarzut płatnej protekcji. Miało to związek e z rzekomym oferowaniem oficerowi WSI pozytywnej weryfikacji za pieniądze. Dzień po aresztowaniu usiłował popełnić samobójstwo. Stosunkowo niedawno, bo w grudniu 2015 r., wydany został przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Woli w Warszawie w pierwszej instancji wyrok, na mocy którego uniewinniono dziennikarza. Ma na swoim koncie szereg znanych publikacji – w tym np. „Teresa, Trawa, Robot. Największa operacja komunistycznych służb specjalnych”, „Czego nie powie Masa o polskiej mafii” czy będąca przedmiotem niniejszej recenzji książka „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”.

O fabule książki „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” słów kilka

Konstrukcja książki „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” przypomina wysokiej klasy thriller polityczny. Nie jest to jednak lektura, której fabułę da się streścić w kilku zdaniach. Autor powraca w niej do sprawy dotyczącej Fundacji „Pro Civilli”, która dzięki swoim koneksjom z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi dokonała potężnej operacji finansowej opiewającej na kwotę 400 milionów złotych, posługując się przy tym fałszywymi fakturami VAT. Zdaniem Sumlińskiego, nie byłoby to możliwe, gdyby nie Bronisław Komorowski, który piastował w Polsce wiele znaczących urzędów – włącznie z tym najwyższym, urzędem prezydenta.

W omawianej książce autor opowiada o więzach łączących politykę, biznes oraz mafię. Nawiązuje również do wydarzeń, które wstrząsnęły opinią publiczną – żeby wspomnieć chociażby o samobójstwie Andrzeja Leppera czy o śmierci pułkownika Leszka Tobiasza, której okoliczności wciąż pozostają niejasne. Generalnie rzecz biorąc, przedstawiony przez Sumlińskiego świat jest szalenie niebezpieczny – ale to czyni go niezwykle interesującym. I jednocześnie przerażającym. Z jednej strony czytelnik ma świadomość tego, że dziennikarz prezentuje własne tezy i teorie spiskowe, ale z drugiej włos się na głowie dosłownie jeży i od razu rodzi się w niej pytanie: „w jakim ja żyję kraju?”. Oczywiście, całość pozostawiam Waszej ocenie, ponieważ jeśli chcecie wyrobić sobie zdanie na ten temat, koniecznie przeczytajcie „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”.

Moja opinia na temat książki „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” Wojciecha Sumlińskiego

Wojciech Sumliński wie doskonale, jak budować napięcie. Książce nie brakuje dynamiki charakterystycznej dla typowych kryminałów. Została przy tym napisana prostym językiem, dzięki czemu czytelnik nie ma problemu z przyswojeniem treści oraz błyskawicznie wciąga się w lekturę. Można co prawda zarzucić autorowi, iż w niektórych miejscach się powtarza, ale to w żaden sposób nie rzutuje na odbiór tej pozycji – a co więcej, czyni ja bardziej emocjonującą, co w tym przypadku należy zdecydowanie postrzegać na plus.

Czytelnik nie ma naturalnie obowiązku zgadzać się z autorem, aczkolwiek mnie osobiście sporo do myślenia dał fakt, że wokół książki nie rozpętała się burza. Logiczny wniosek jest bowiem taki, że gdyby przecież Sumliński kłamał i posługiwał się samymi oszczerstwami wyłącznie w celu skierowania na siebie uwagi, to raczej nie uszłoby mu to na sucho.

Czy warto kupić książkę „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”?

„Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” polecam każdemu, kto chciałby spojrzeć na polską scenę polityczną z nieco innej perspektywy. Nie jest to co prawda lektura napawająca optymizmem, ale i tak warto się z nią zapoznać. Czas przy niej spędzony nie jest w żadnym wypadku czasem straconym.

Na tropie rodzinnych sekretów – czyli „Ocalić Daringham Hall” Kathryn Taylor

0

W jaki sposób duma i uprzedzenie wpływają na budowanie rodzinnych więzi? Jakie tajemnice zostaną ujawnione i jak to wpłynie na losy bohaterów? Ile można poświęcić dla miłości? Chyba każdy z nas lubi od czasu do czasu poczytać takie historie, ponieważ to świetna metoda na spędzenie wolnego czasu i oderwanie się od codziennych obowiązków.

Dlaczego sięgnęłam po książkę Kathryn Taylor „Daringham Hall”?

Trylogia „Daringham Hall” Kathryn Taylor to jedna z najbardziej znanych przedstawicielek tzw. literatury kobiecej – osobiście nie przepadam za tym określeniem, ale tak właśnie klasyfikowana jest twórczość Taylor. „Ocalić Daringham Hall” to druga część wspomnianej serii – przeczytany już jakiś czas temu „Powrót do Daringham Hall” tylko zaostrzył mój czytelniczy apetyt, ponieważ nastawiałam się na typowe, ckliwe romansidło, a otrzymałam coś zupełnie innego, kawał dobrej literatury po prostu. Z tego też powodu nie mogłam się doczekać premiery „Ocalić Daringham Hall” – do zapoznania się z tą książką nie trzeba było wcale mnie namawiać.

Kim jest autorka książki Kathryn Taylor?

Kathryn Taylor to niemiecka pisarka specjalizująca się w romansach. Pisanie zaczęło fascynować ją już w dzieciństwie – pierwszą stworzoną przez siebie historię opublikowała licząc zaledwie 11 lat. Międzynarodową sławę przyniósł jej popularny cykl „Barwy miłości”, który bardzo szybko znalazł się w czołówce listy bestsellerów tygodnika Der Spiegel. Książka otwierająca tę serię, a mianowicie „Barwy miłości – Wyzwolona” była jej pierwszą powieścią. Taylor jest również doskonale znana jako autorka trylogii zatytułowanej „Daringham Hall”.

O fabule książki „Ocalić Daringham Hall” słów kilka

„Ocalić Daringham Hall” to kontynuacja opowieści, której bohaterem jest Ben Sterling. Podejmuje on decyzję o tym, by pozostać przez jakiś czas w Daringham Hall, choć robi to niezbyt chętnie. Zwycięża jednak ciekawość – Benowi zależy na tym, aby odkryć prawdę o związku swej matki z Ralphem Camdenem, jego ojcem. Okazuje się to sporym wyzwaniem, albowiem bohater sam nie jest wolny od uczuciowych rozterek – a wszystko za sprawą Kate, której obecność w posiadłości bardzo skutecznie go dekoncentruje. Z drugiej zaś strony to właśnie Kate pomaga mu w prowadzonych poszukiwaniach. Dodatkowo sytuację komplikują różne nieprzyjemne wydarzenia co i rusz wstrząsające rezydencją. Czy Benowi uda się uratować Daringham Hall? Jaką rolę odegra w tym Kate?

„Ocalić Daringham Hall” to oczywiście przede wszystkim opowieść o miłości, aczkolwiek niezwykle istotnym elementem fabuły jest chęć poznania własnej tożsamości – naturalne u człowieka jest to, że pragnie znać swoje korzenie i wiedzieć, skąd pochodzi. Historia jest na bogato doprawiona intrygami i sekretami, co czyni ją bardziej fascynującą. Jeżeli ktoś zdecyduje się na przeczytanie tej ksiązki, powinien najpierw sięgnąć po pierwszy tom sagi. Ja ze zniecierpliwieniem wyglądam już części trzeciej – po tak zaskakującym zakończeniu jestem niezmiernie ciekawa, jaki będzie ostateczny finał tej historii. Niczego więcej Wam nie zdradzę – mam nadzieję, że losy Bena i Kate wciągną Was tak samo, jak i mnie.

Moja opinia na temat książki „Daringham Hall” Kathryn Taylor

„Ocalić Daringham Hall” to książka napisana pełnym polotu językiem, dzięki czemu czyta się ją naprawdę szybko. Mamy tutaj do czynienia z klasyczną sagą rodzinną pełną zaskakujących zwrotów akcji, dzięki czemu czytelnik nie może być niczego na sto procent pewien. Wydarzenia co prawda nie toczą się w zawrotnym tempie – autorka postawiła raczej na umiarkowany stopień napięcia, co w tym akurat przypadku należy postrzegać jako atut. Bardzo podoba mi się również to, że romans nie gra tu pierwszych skrzypiec, ale stanowi tło powieści, a przy okazji zyskuje zupełnie nowe oblicze w porównaniu z częścią pierwszą.

„Ocalić Daringham Hall” pod wieloma względami różni się od „Powrotu do Daringham Hall” – nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż jest to dojrzalsza powieść. Autorka stara się rozbudowywać fabułę, wzbogacając ją o kolejne wątki. Nie brakuje tu wielu emocji – zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Bohaterowie nie żyją w oderwaniu od rzeczywistości, a wydarzenia są pokazane tak, by czytelnik uwierzył, iż miały miejsce naprawdę. Wiarygodność to wielki plus tej lektury.

Pomimo tego, iż akcja rozgrywa się w arystokratycznym środowisku, opisane przez Taylor problemy są bliskie i zwykłym śmiertelnikom. Trudno bowiem byłoby znaleźć rodzinę, której dzieje usłane są wyłącznie różami. Nieodmiennie towarzyszą temu dramaty, upadki i wzloty, a relacje pomiędzy spokrewnionymi ze sobą osobami niejednokrotnie są zawiłe i skomplikowane. Nierzadko jest też tak, że pozory mylą – to, co widoczne na zewnątrz, nie zawsze jest odzwierciedleniem stanu faktycznego.

Czy warto kupić książkę „Ocalić Daringham Hall”?

„Ocalić Daringham Hall” to ten typ literatury, z którą ciężko jest się rozstać. Czas pomiędzy pierwszą a ostatnią stroną książki zlatuje nie wiadomo kiedy – pozostaje niedosyt i przemożona chęć poznania dalszych zdarzeń. Kathryn Taylor potrafi przenieść czytelnika w swój literacki świat i sprawić, że jest on naocznym świadkiem wydarzeń – nie wszyscy pisarze posiadają tę cenną umiejętność. Autentycznie można poczuć się mieszkańcem angielskiego dworku. Polecam serdecznie tę lekturę – jestem przekonana, iż dostarczy Wam niezapomnianych wrażeń.

Zobacz też